Nasza Gazeta

choinki

Dzik jest dziki, a człowiek bezradny

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dział:: WYDARZENIA

Dziki demolują ogrodzenia, straszą ludzi, niszczą uprawy, z ich udziałem dochodzi do coraz większej liczby groźnych wypadków drogowych. Mieszkańcy Mikołowa i Ornontowic apelują do starosty powiatowego o redukcyjny odstrzał. Ich prośby pozostają bez echa.

W mediach bywa czasami tak, że kiedy nie ma o czym pisać, to dziennikarze sięgają po tematy uniwersalne, jak dziki-szkodniki. Niestety, w powiecie mikołowskim to nie jest gazetowa „zapchajdziura”, ale poważny problem. Dziki grasują w całym powiecie, ale najbardziej dają się we znaki w Mikołowie i Ornontowicach. Przytoczona przez nas relacja Beaty Brzeziny ze Stowarzyszenia Reta nie jest jedyna, ale chyba najlepiej oddaje skalę problemu. Oczywiście, ludzie do pewnego stopnia sami są sobie winni, ponieważ dokarmiają zwierzęta i pozostawiają odpadki żywnościowe w łatwo dostępnych miejscach. W tej sytuacji aż prosiłoby się o jakąś kampanię edukacyjną, ale jedyną akcję informacyjną w sprawie dzików przeprowadzili za własne pieniądze członkowie Stowarzyszenia Reta. Dzików można pozbyć się na dwa sposoby. Jedną z możliwości jest zwabienie, uśpienie i wywiezienie do głębokiego lasu. Inna, bardziej kontrowersyjna metoda, to odstrzał redukcyjny. Trzeba z tym uważać i nie popełniać błędów, jak w Jaworznie, gdzie myśliwi urządzili strzelaninę prawie w centrum miasta na oczach mieszkańców, w tym dzieci. Dzików nie wywiozą ani nie zastrzelą sami mieszkańcy. W rozwiązaniu problemu muszą im pomóc instytucje publiczne. Decyzję o ewentualnym odstrzale redukcyjnym może podjąć tylko starosta powiatu. W tym roku, do starostwa mikołowskiego wpłynęło pięć takich wniosków. I jest odpowiedź. Starostwo uznało, że dziki nie stwarzają zagrożenia dla budynków użyteczności publicznej, a więc nie ma powodów do odstrzału. Sprawa trafiła do Okręgowej Rady Związku Łowieckiego w Katowicach. Wiadomo jednak, że myśliwi, bez zaproszenia i współpracy z władzami powiatu, sami tu nie przyjadą i nie zrobią porządku. Mieszkańcy Rety zorganizowali wiele spotkań z przedstawicielami instytucji publicznych. Niektóre z rad urzędników brzmiały rozbrajająco, jak ta, że dziki wrócą na zimę do lasu. Nawet jak wrócą, to i tak przyjdą znów na wiosnę. Przyjdą z młodymi, a wtedy lochy dają ludziom popalić. (fil)

 

Beata Brzezina, Stowarzyszenie Reta:
Dziki na Recie pojawiały się zawsze, odkąd pamiętam. Teren Dzielnicy Reta był zawsze atrakcyjny. Pola uprawne, pas zieleni z dębami i kasztanami, przepływający strumień, brak ruchliwej drogi stanowi bezpieczny azyl dla tych zwierząt. Od 2016 roku dziki stały się jednak problemem, ponieważ zamieszkały tu i zaczęły niszczyć trawniki wzdłuż płotów, uprawy na polach. Niebezpieczne stały się również piesze powroty do domu. W sierpniu 2016r. zgłosiłam problem telefonicznie do Działu Ochrony Środowiska, Działu Interwencji Kryzysowej oraz Łowczego, aby podjęto działania mające na celu przepłoszenie dzików do ich naturalnego środowiska, czyli do lasu. Telefonicznie dowiedziałam się, że jeden dział zajmuje się zwierzętami bezdomnymi, drugi dział zwierzętami rannymi, łowczy nie może wejść na teren wyłączony z polowań, bo grozi to utratą uprawnień. Wszyscy pracownicy urzędu, z którymi rozmawiałam, byli bardzo mili i rozumieli problem, ale nic nie mogli zrobić. Problem dzików został też przedstawiony Arturowi Wnuk, prezesowi Stowarzyszenia Reta, który zwrócił się do Starosty Mikołowskiego pismem dnia 14 października 2016r. o podjęcie działań mających na celu odłowienie lub przeprowadzenie odstrzału redukcyjnego. Z inicjatywy Starostwa zostało zorganizowane spotkanie prezesa Stowarzyszenia Reta z przedstawicielami Nadleśnictwa Katowice. Zebrani usłyszeli zapewnienia, że dziki na zimę wrócą do lasu i statystycznie nie ma problemu dzików na Recie. Dziki na zimę nie wróciły do lasu, a wiosną pojawiły się młode. W kwietniu tego roku dziki weszły na moją ogrodzona posesję. Wykonałam telefon do Nadleśnictwa, Straży Miejskiej, Starostwa Powiatowego, Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Wszyscy współczują, ale nic nie mogą zrobić, a dziki ryją w najlepsze. Stado liczy już ponad 25 sztuk, które wypasają się na polach przed moim domem, a śpią w pasie zieleni, który jest za moim domem. Pytanie: czy dziki zagrażają ludziom?
„Dzik jest dziki, dzik jest zły...” - wierszyk z dzieciństwa, ale wpisuje się w pamięć i trudno wracać do domu pieszo, bez obaw, jeśli po obu stronach drogi (jedynej drogi prowadzącej do domu) pasą się dziki.

Czytany 39 razy Ostatnio zmieniany Piątek, 10 listopad 2017 09:45

Nasza Gazeta

EKO POWIAT