Nasza Gazeta

Krajobraz po Kałuży

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dział:: WYDARZENIA

Piszemy o nieoczekiwanej zmianie władzy w Sejmiku Wojewódzkim, bo sytuacja polityczna w regionie zawsze ma spory wpływ na to, co dzieje w powiecie mikołowskim.

 

O tym, że polityczne transfery nie są czymś nadzwyczajnym w polityce, przekonaliśmy się cztery lata temu na naszym podwórku. Po wyborach do Rady Powiatu, korzystnych dla koalicji Platforma Obywatelska – Obywatelski Komitet Samorządowy – Forum Samorządowe, sojusznicy zaczęli świętować, a tymczasem Joanna Bieniek przeszła z OKS do Prawa i Sprawiedliwości i wywróciła układankę do góry nogami. Nie wybuchł żaden skandal, bo w końcu chodziło tylko o mały powiat. Nie ma tutaj dużej kasy do przerobienia ani intratnych stanowisk. Inaczej ma się sprawa z samorządem województwa. Tutaj jest władza, wpływy i pieniądze.

 

Słowo „nieoczekiwana” w nadtytule tego tekstu nie jest chyba zbyt fortunne.

 

Po wyborach, które nikomu nie dały stabilnej przewagi było pewne, że Prawo i Sprawiedliwość spróbuje „złowić” radnych w obozie przeciwnika. Żeby była jasność, choć nie pisze się o tym w regionalnych mediach, Platforma Obywatelska robiła dokładnie to samo szukając słabych ogniw po drugiej stronie barykady. Partia rządząca ma jednak zawsze lepsze karty przetargowe i zgodnie z oczekiwaniami PiS zbudował większość i przejął władzę w regionie. Niespodzianką było tylko przejście Wojciecha Kałuży z Żor. Nieoficjalnie mówiło się, że bliskie sukcesu są „połowy” w innej części województwa. Co oznacza ta polityczna burza? Nic, jeżeli spojrzeć na sytuację i interesy 99 proc. mieszkańców.

 

Można zrozumieć szczere i spontaniczne oburzenie Borysa Budki, posła PO, bo dobrze płatną robotę w Urzędzie Marszałkowskim straciła jego żona.

 

Po wolcie Kałuży, większość z nas niczego jednak nie straci ani nie dostanie. W poprzedniej kadencji województwem rządził marszałek Wojciech Saługa z PO, ale trudno ten układ nazwać partyjnym. Największe wpływy mieli ludzie z jego rodzinnego Jaworzna oraz Tychów, co wynikało ze skomplikowanych relacji biznesowo-towarzyskich. Boleśnie przekonało się o tym wielu zdolnych i ambitnych działaczy PO, którzy zadarli z marszałkiem i dostali szlaban na etaty w instytucjach podległych śląskiej „marszałkowni”. Gdyby wybory dały bezpieczną przewagę dotychczasowej koalicji, rządziłby dalej układ Saługi. Wynik był jednak remisowy. Gdyby nie Kałuża, w siłę urósłby Sojusz Lewicy Demokratycznej, który za cenę dwóch członków w pięcioosobowym zarządzie województwa był gotów zablokować PiS. Gdyby tak się stało, SLD mając stosunkowo niewielkie poparcie społeczne uzyskałby niewspółmiernie duży wpływ na regionalną władzę i pieniądze.

 

Desant lewicowych działaczy ruszyłby na wojewódzkie spółki budując organizacyjne zaplecze przed przyszłorocznymi wyborami.

 

Wojciech Kałuża zmienił front i pozwolił na przejęcie władzy trzeciemu układowi. Czy będzie on oparty tylko na partii? Raczej nie. Trzeba pamiętać, że mimo deklarowanej wrogości i różnic programowych, PiS i PO funkcjonują w podobny sposób. W regionalnych strukturach PiS działa kilka „pisów”, skupionych wokół parlamentarzystów o dużych wpływach i ambicjach. Każdy z nich będzie chciał ugrać swoje. Na miejsce wyrzuconej żony Budki przyjdzie żona kogoś innego i równowaga w przyrodzie zostanie zachowana. Szacuje się, że wymiana kadrowa w wojewódzkich instytucjach może objąć około 2 tys. stanowisk.

 

Ułożenie władzy może okazać się dla PiS znacznie trudniejszym wyzwaniem niż jej przejęcie.

 

Czy przetasowania na szczytach wojewódzkiej władzy wpłyną na powiat mikołowski? Teoretycznie nie powinny, bo politycy zawsze zastrzegają, że dzielące ich różnice nie mają przełożenia na współpracę z samorządami. Tyle teoria. Oczywiście, nikt nikomu ordynarnie nie przykręci kurka z kasą, bo tego po prostu nie da się zrobić. Za rządów Wojciecha Saługi i jego zaplecza towarzysko-politycznego mieliśmy samorządy lepiej i gorzej współpracujące z województwem. Bardziej i mniej skuteczne w pozyskiwaniu środków unijnych, którymi dzieli marszałek. Nie znamy się na tym, więc nie spekulujemy skąd się brały te różnice. Może bardziej dociekliwi Czytelnicy sami znajdą odpowiedź na to pytanie. Czy rządy PiS zmienią ten mechanizm? Po co, skoro sprawdzał się przez tyle lat. Ze względu na dobre osobiste relacje i współpracę w wojewódzkim zarządzie PO, Mirosław Duży, nasz nowy starosta, zapewne trzymał kciuki za reelekcję Saługi. Można założyć, że gdyby nie zmiana władzy, powiat mikołowski znalazłby się wśród jednostek, które dobrze i skutecznie współpracują z Urzędem Marszałkowskim.

 

Burza w województwie spowodowała jednak, że Mirosław Duży wchodząc do gmachu przy ul. Powstańców w Katowicach, wpływa na nieznane sobie wody.

 

W inauguracyjnym wywiadzie (str.9) nowy starosta deklaruje wolę współpracy z władzami województwa i liczy na wzajemność. Łatwiej powiedzieć, niż zrobić, choć sytuacja nie jest beznadziejna. Chcąc rozpocząć skuteczne działania Duży musi przede wszystkim dokładnie przestudiować mapę wpływów i układów w śląskim PiS. Najprostsza droga do tego środowiska wiedzie poprzez mikołowskie biuro poseł Izabeli Kloc, której córka jest wpływową radną Sejmiku wojewódzkiego. Logicznym rozwiązaniem byłoby utworzenie w Radzie Powiatu technicznej koalicji PO-PiS i dopuszczenie do częściowej władzy w starostwie ludzi poseł Kloc. Taki krok, przynajmniej na razie wydaje się jednak mało prawdopodobny. Sporą część zaplecza politycznego Mirosława Dużego tworzą ludzie, którzy nerwowo – delikatnie mówiąc – mogliby zareagować na zbliżenie z PiS.

 

Sporo wyjaśni się po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.

 

Powtórne zwycięstwo i umocnienie władzy PiS spowoduje, że rządzenie powiatem bez współpracy z tą partią może okazać się trudne. Chyba, że wygra PO. Wtedy Duży może liczyć na przyjaciół w nowym rządzie i „obejść” szczebel wojewódzki w realizacji niektórych planów. Reasumując, najbliższy rok okaże się czasem wyczekiwania. Z oczywistych powodów, nie można liczyć na to, że „marszałkownia” sypnie nagle dodatkowym groszem powiatowi mikołowskiemu. Z drugiej strony nie musimy się obawiać, że spotkają nas jakieś restrykcje, bo każdy wrogi krok może zostać odebrany, jako polityczna zemsta, a na tym nie zależy PiS. Ważne są także czynniki osobowościowe. Izabela Kloc i Mirosław Duży są ludźmi o silnych osobowościach. Więcej ich dzieli, niż łączy, ale obydwoje na tyle długo siedzą w polityce, aby wiedzieć, że zmienność jest jej jedyną stałą cechą. Nikt nie chce palić mostów, bo nigdy nie wiadomo, co może jeszcze się zdarzyć.

Jerzy Filar

Czytany 737 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 10 grudzień 2018 10:47

Licznik odwiedzin

011305323
Dziś
Wczoraj
Tydzień
Obecny miesiąc
Ubiegły miesiąc
Razem
1640
3801
27278
67332
126607
11305323
Twoje IP: 3.215.182.36
2019-12-15 04:33:49

Nasza Gazeta

EKO POWIAT

EKO POWIAT