Nasza Gazeta

„Skuteczni” są skuteczni

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dział:: WYDARZENIA

Rozmowa z Arturem Wnukiem, prezesem Stowarzyszenia Reta i liderem Komitetu Wyborczego „Skuteczni”.

 

- W poprzednim numerze „Naszej Gazety” burmistrz Mikołowa Stanisław Piechula przypuścił na Pana ostry atak. Zarzucił, że kreuje się Pan na pierwszego rowerzystę w mieście, choć nie działa w żadnym stowarzyszeniu rowerowym oraz - i tutaj cytat - „Pan Wnuk zmienił się ostatecznie w cynicznego polityka, który nie zawaha się użyć wszelkich środków w drodze do ratusza”. Ma Pan teraz szansę na ripostę.

- Nie chciałbym zniżać się to poziomu burmistrza. Podkreślę jedynie, że jest między nami jedna, podstawowa różnica. Swoją aktywność społeczną (Budżet Obywatelski, inicjatywa lokalna, działalność w Stowarzyszeniu Reta) realizuję w swoim wolnym czasie i nikt mi za to nie płaci. Dla Piechuli to jest praca, którą według mnie wykonuje źle, powiedzmy na pół gwizdka.

Jeśli chodzi o ten atak na mnie, w jednym tekście burmistrz jednocześnie i bez powodu obraża kilka osób, które robią coś dobrego dla miasta i mieszkańców, a swoją pracą i podatkami zapewniają mu pensję. To żałosne.

Mam wrażenie, że on ma jakąś obsesję, boi się. A co do rowerów - zapewniam, że do jeżdżenia rowerem nie trzeba należeć do żadnego stowarzyszenia, a do zgłoszenia dobrych pomysłów wystarczy trochę oleju w głowie. Może burmistrz wyjaśni, dlaczego do tej pory nie zrealizował projektu „Rowerowy Mikołów”, który razem z Maciejem Rochelem zgłosiliśmy w drugiej edycji Budżetu Obywatelskiego? Czytelnikom przypomnę, że teraz mamy czwartą edycję, a sam projekt poparło 770 mieszkańców Mikołowa.

 

- Skoro jesteśmy przy Budżecie Obywatelskim, to jak Pan ocenia jego realizację w Mikołowie?

- Zrobiłem dla mieszkańców i radnych pierwszą w Mikołowie prezentację o Budżecie Obywatelskim, brałem udział w pracach zespołu wdrażającego to narzędzie. W każdej edycji, dzięki mieszkańcom, jakiś mój projekt trafia do realizacji. Nie oczekuję za to orderu, ale chcę pokazać, że wiem, co mówię...

W jednym z wywiadów burmistrz stwierdził, że budżet obywatelski działa znakomicie. Nie jest to prawda. Frekwencja spada, mamy plebiscyt a nie rozmowę o potrzebach. To nie jest partycypacja.

Fakt, że w tej edycji w okręgu os. Grunwaldzkie/Słowackiego nie złożono ani jednego wniosku kładzie się cieniem na akcji promocyjnej Urzędu. Potrzebne są zmiany, burmistrz nie ma o tym pojęcia.

 

- Udała się Panu niełatwa rzecz, pod jednym szyldem komitetu „Skuteczni” startuje kilka lokalnych i środowiskowych mikołowskich stowarzyszeń. Proszę powiedzieć, co konkretnie Wam się nie podoba w rządach Stanisława Piechuli?

- W zjednoczeniu mikołowskich stowarzyszeń pomógł sam burmistrz. Cztery lata temu to był mój kandydat, obiecywał zmiany, deklarował chęć współpracy. Do dziś mam w domu jego ulotkę wyborczą. Obietnic nie spełnił, w dodatku nie ma pomysłu na Mikołów. Konkrety? Władza powinna więcej pracować, a mniej się lansować. Za burmistrzem biega kilku fotografów, mam wrażenie, że pół urzędu zmuszonych jest do działań promocyjnych swojego szefa. Czy wie Pan, że mikołowskie szkoły muszą rozpowszechniać informacje przekazywane przez burmistrza? Mikołowskie organizacje nie mają pieniędzy na dowóz chorych i niepełnosprawnych do lekarza czy na rehabilitację. Jednocześnie miasto wydaje olbrzymie pieniądze na potańcówki lub kwiaty w donicach, które wymagają stałego podlewania, a więc kolejnych kosztów. Nierozwiązany jest problem miejskiego basenu, Dom Kultury przypomina czasy wczesnego PRL-u. Teren po komendzie policji nie jest zagospodarowany, a Piechula jakoś nie może dogadać się z rządem w sprawie programu Mieszkanie+. Świetnie, że wspólnoty mieszkaniowe przeprowadzają termomodernizację, ale nie róbmy z tego afery, robią to wszyscy. Nie zauważyłem, aby prezydent Katowic chwalił się remontem każdego bloku, chyba byłoby mu wstyd, że robi to tak późno.

Na Recie, gdzie mieszkam miasto wydaje 5 mln zł na poprawę dobrego asfaltu na lepszy, ale pieniędzy na remont Brzozowej, Jasnej, Przyjaźni czy Konopnickiej - nie ma.

Mikołów potrzebuje dobrego gospodarza, a nie burmistrza, którego głównym zadaniem jest lansowanie samego siebie. Nawet jeśli przyjąć, że romans i zdrada to prywatne sprawy pana Piechuli, to jednak pokazują charakter człowieka. Dobry pomysł z otwarciem parkingu za PTTK dla mieszkańców czy pomalowanie koszy na śmieci kolorową farbą to za mało, by ponownie oddać głos na pana Piechulę.

 

- Popieracie Irenę Radomską. Skąd pewność, że będzie lepsza od Stanisława Piechuli?

- Tak, Irena Radomska jest naszą kandydatką na stanowisko burmistrza Mikołowa. Piechula jest w samorządzie od lat, był radnym miejskim i powiatowym, co miał zrobić - już zrobił. Głosowałem na niego cztery lata temu, ale drugi raz tego błędu nie popełnię. Pani Radomska… no cóż, zachęcam wszystkich do osobistej rozmowy z Ireną Radomską, koniecznie trzeba ją poznać. Na pewno nie zatrudniłaby komendanta straży miejskiej bez wymaganych uprawnień, wiem też, że planuje uwolnić urzędników miejskich od wszechobecnego facebooka. Radomska ma świadomość, że pracuje się zespołowo, na pewno nie będzie sobie przypisywała zasług naczelników w Urzędzie. Zauważyłem, że potrafi słuchać, jest otwarta na dobre pomysły. Ma też program dla Mikołowa, czego brakuje obecnemu burmistrzowi. Cztery lata temu mikołowianki i mikołowanie nie mieli wyboru. Piechula dużo mówił o tańszej wodzie, a Balcer sprawiał wrażenie zmęczonego. Dla wielu mieszkańców wybór Piechuli był oczywisty. Teraz jest inaczej, mogą wybrać faktyczną zmianę. Nową osobę z doświadczeniem w zarządzaniu ludźmi i konkretnym spisanym i ogłoszonym publicznie programem.

Irena Radomska nie będzie drukowała plakatów z hasłem „Radomska - burmistrz, który nigdy Cię nie zdradzi”, ale mikołowskie kobiety powinny 21 października wygwizdać Piechulę i pokazać mu czerwoną kartkę.

Pamiętajmy, że to Piechula zrobił z tego publiczną sprawę, nagłośnił, żeby uprzedzić tekst prasowy.

 

- Nazwa „Skuteczni” do czegoś zobowiązuje. W czym będziecie skuteczniejsi od innych?

- Już jesteśmy skuteczniejsi, po prostu przełożymy to, co robimy w swoich stowarzyszeniach na poziom miasta. Działamy społecznie, robimy mnóstwo interesujących rzeczy, bardziej lub mniej widocznych.

Urzędowe profile facebookowe nie informują o wspieraniu przez nasze stowarzyszenia akcji pomocowych, spotkań integracyjnych czy warsztatów świątecznych dla dzieci.

Obecni radni są bierni, nie wychodzą z jakimiś interesującymi inicjatywami w postaci projektów uchwał, my będziemy to robili aktywnie i skutecznie.

 

- Proszę powiedzieć coś o ludziach, którzy startują z Waszej listy. Jest na nich sporo znajomych nazwisk, jak np. Krystyna Świerkot, Ewa Chmielorz czy Sylwester Czarnota, ale też wielu debiutantów.

- A da mi Pan całą stronę w gazecie na to? Wystawiamy dużą grupę kandydatów, ich życiorysy są bardzo bogate.

Mieszkańcom Mikołowa proponujemy przede wszystkim osoby nowe, choć nieprzypadkowe, dysponujące dużą wiedzą.

Wcześniej było o kobiecie, Irenie Radomskiej, to może teraz o kilku mężczyznach. Piotr Buras jest skarbnikiem w Ochotniczej Straży Pożarnej, aktywnym członkiem Rady Sołeckiej. Andrzej Badocha na pomysł na miejski basen i naprawę ZGL, Marek Borys aktywnie działa w Stowarzyszeniu Wymyślanka, a Tomasz Urban, który na co dzień porusza się na wózku inwalidzkim to doskonałe źródło pomysłów i wiedzy o potrzebach niepełnosprawnych.

Nasi radni po wyborze nie będą przychodzić na sesje napić się kawy. Wspieramy się też doświadczeniem trójki dotychczasowych radnych. Krystyna Świerkot i Sylwester Czarnota są prezesami lokalnych stowarzyszeń, Ewy Chmielorz, pani sołtys z Mokrego nie trzeba przedstawiać nikomu.

- Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Jerzy Filar

Czytany 628 razy Ostatnio zmieniany środa, 12 wrzesień 2018 09:44

Nasza Gazeta

EKO POWIAT