Nasza Gazeta

Mikołów musi się rozwijać, bo tylko rozwój zapewni miastu pieniądze na realizację kolejnych, ambitnych, prospołecznych celów.

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dział:: WYDARZENIA

Rozmowa z Ireną Radomską, kandydatką na burmistrza Mikołowa.

 

- Pani kandydatura wzbudza sporo emocji. Ludzie są ciekawi Pani planów i chyba czas odkryć karty. Jeżeli Pani wygra, kto zostanie wiceburmistrzem?

- Jest za wcześnie na takie pytanie. Nie chcę rozbudzać niczyich nadziei i oczekiwań, bo najpierw trzeba wygrać wybory, aby zastanawiać się nad kadrami w magistracie i podległych jednostkach. Natomiast nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy, jeżeli powiem, że w roli swojego pierwszego zastępcy widziałabym Artura Wnuka. Rozmawialiśmy już na ten temat. Artur Wnuk jest gotów podjąć się tego wyzwania.

 

- Dlaczego Wnuk?

- Artur Wnuk założył komitet wyborczy „Skuteczni” i chyba nie mógł wymyśleć nazwy, która lepiej oddałaby charakter tego, co i jak robi. W ciągu niespełna czterech lat udała mu się rzecz niebywała. Pokazał mikołowianom, że społeczeństwo obywatelskie i demokracja lokalna to nie są puste slogany, ale realne możliwości i cała paleta konkretnych działań, które można wykorzystać na rzecz dobra wspólnego. To przecież Artur Wnuk rzucił hasło, aby w Mikołowie uruchomić budżet obywatelski. Urząd Miasta nie miał innego wyjścia, jak zrealizować ten pomysł, bo zaczęli się tego domagać mieszkańcy. W walce o status dzielnicy dla Rety Artur Wnuk zebrał ponad 700 podpisów…

 

- Ale dzielnicy i tak nie ma.

- Jest to jedna z wielu niezrozumiałych decyzji, które podjął mikołowski samorząd tej kadencji. Nie zgadzając się na dzielnicę dla Rety być może ktoś pomyślał, że zrobi na złość Wnukowi, ale skutek był odwrotny. Tylko przysporzyło mu to popularności. Wnuk jest zdolnym, młodym, bardzo ambitnym i inteligentnym człowiekiem. Takich ludzi potrzebuje Mikołów.

 

- Trochę zamieszania wywołała informacja, na kogo jeszcze może Pani liczyć. Nie wszystkim w mieście podoba się, że Piechulę popiera Platforma Obywatelska, a Radomską Prawo i Sprawiedliwość. Duża polityka wchodzi do naszego miasta?

- Polityka była i jest wszędzie, nie tylko w naszym mieście, ale w każdym zakątku Polski. Nie trzeba się jej bać ani demonizować. W każdym razie ja do dużej polityki się nie wybieram. Nie marzą mi się poselskie ławy ani ministerialne korytarze. Jeżeli mam w życiu jeszcze coś pożytecznego do zrobienia, chcę to zrobić w Mikołowie. Jako potencjalny burmistrz nie oceniam polityki przez pryzmat sejmowych pyskówek. Bardziej interesuje mnie, jakie korzyści duża polityki może przynieść mojemu miastu. Odsiewając ideologiczne tło obecnego sporu w Polsce trudno nie zauważyć, że rząd ma dobrą ofertę dla samorządów. Grzechem byłoby nie skorzystać z tej okazji.

 

- Rozwiesiła Pani sporo billboardów z hasłem „10 x tak dla ROZWOJU Mikołowa”. Czym jest dla Pani rozwój? To bardzo pojemne pojęcie. Może znaczyć wszystko i nic.

- W moim programie dla Mikołowa rozwój znaczy wszystko. Pod tym pojęciem kryje się silna gospodarka, sprawne zarządzanie, nowe inwestycje, ale także umiejętność stawiania odpowiednich pytań. Co zrobić, aby Mikołów był bardziej atrakcyjny dla młodych, mikołowskich rodzin? To prawda, że w naszym mieście są ludzie z zasobnymi portfelami. Ich stać na kupno działki w każdym sołectwie i postawienie domu. Takich szczęśliwców jest jednak niewielu. Trzeba myśleć o tych młodych ludziach, którzy tylko szukają okazji, aby wyrwać się do większego miasta, gdzie jest łatwiej o pracę i tańsze mieszkanie.

 

- W swoich dziesięciu punktach jako jedną z recept podaje Pani rządowy program „Mieszkanie plus”.

- Bo to jest dobry program. Ja w nim nie widzę polityki, ale pomysł na rozwiązanie palącego problemu społecznego. Poza tym budownictwo mieszkaniowe pozwoli rozkręcić lokalną koniunkturę gospodarczą. To inwestycyjny samograj. Mamy w Mikołowie mnóstwo miejskich, niewykorzystanych terenów. Rząd daje narzędzia do realizacji. W czym problem, aby się zabrać za budowanie bloków? Są też inne powody, aby sięgać po „Mieszkanie plus” i inne rządowe programy. Proszę nie zapominać, że Mikołów znajduje się w nie najlepszej sytuacji finansowej. W 2015 roku mieliśmy 57 milionów złotych zadłużenia, teraz jest o milion mniej. Póki nie uzdrowimy sytuacji finansowej, środki zewnętrzne, w tym rządowe, muszą stać się mocnym fundamentem rozwoju miasta.

 

- Narzeka Pani, a przecież - jak mówi stare przysłowie - widziały gały co brały.

- Ale ja nie narzekam! Nie wnikam, nie roztrząsam, nikogo nie obwiniam za sytuację finansową miasta. Jest jaka jest. Będę szukać pieniędzy na inwestycje tam, gdzie one są, a takim źródłem stały się ostatnio programy rządowe. Odpowiadając innym przysłowiem: jak dają, trzeba brać.

 

- Liczy Pani na program „Czyste powietrze”?

- Myślę, że każdy odpowiedzialny samorządowiec powinien zrobić wszystko, aby ten program trafił do jego miasta. To program wręcz skrojony pod Mikołów. Jeżeli uda się dzięki niemu usprawnić źródła ciepła w budynkach prywatnych i jeśli dodamy do tego programy termomodernizacji bloków w śródmieściu, pojawi się realna szansa na lepsze, zdrowsze powietrze w Mikołowie.

 

- W statystykach Mikołów uchodzi za miasto ludzi bogatych. Działa tutaj sporo małych, średnich i dużych firm.

- Z takich zestawień nic nie wynika. Znam firmy, które wyprowadziły się z Mikołowa do Żor, na tereny Katowickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. Miasto straciło pieniądze z podatków, a kilka osób musiało sobie poszukać nowej pracy, bo właściciel nie wszystkich zabrał do strefy. Jako mikołowianie nie możemy budować obrazu naszego miasta w oparciu o statystyki, lecz musimy stworzyć realne warunki do rozwoju lokalnej przedsiębiorczości, bo to są pieniądze do gminnej kasy i miejsca pracy.

 

- Jako jeden z pomysłów wspierania lokalnej przedsiębiorczości proponuje Pani konkurs na „Mikołowski biznesplan”, gdzie będą nagrody za najciekawsze projekty biznesowe realizowane w Mikołowie. To pomysł podpatrzony w Zabrzu.

- Jeżeli chce się skutecznie rządzić miastem, trzeba podpatrywać, co dobrego robią inni. Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent Zabrza, uchodzi za jednego z najlepszych samorządowców w naszym regionie. Jej miasto szczególnie boleśnie zostało dotknięte transformacją ustrojową w Polsce, ponieważ upadło tam wiele państwowych zakładów pracy. Wzmocnienie lokalnej przedsiębiorczość było jedną z recept na zrównoważony rozwój Zabrza i to się udało. Do wspierania „Zabrzańskiego biznesplanu” dołączyły także prywatne przedsiębiorstwa, które realizują tam inwestycje. Liczę, że ten pomysł wypali także w Mikołowie. My mamy inne problemy niż Zabrze, ale konsekwencje są te same. Przestajemy być postrzegani, jako dobre miejsce do rozwoju przedsiębiorczości, a to nas może zepchnąć na gospodarczy margines regionu. Musimy tego za wszelką cenę uniknąć. Mikołów musi się rozwijać, bo tylko rozwój zapewni miastu pieniądze na realizację kolejnych, ambitnych, prospołecznych celów. Nie możemy dać się uśpić promocyjnemu hasłu Mikołowa „Ogród życia”. Najbliższe lata nie będą porą na sen, ale czasem działania.

 

Rozmawiał: Jerzy Filar

Czytany 531 razy Ostatnio zmieniany Wtorek, 11 wrzesień 2018 10:24

Nasza Gazeta

EKO POWIAT