Nasza Gazeta

Już za chwileczkę, już za momencik gra o tron zacznie się kręcić

Oceń ten artykuł
(1 głos)
Dział:: WYDARZENIA

Na finałowy sezon kultowego serialu trzeba poczekać do przyszłego roku. Póki co musimy się zadowolić grami o nasze, lokalne trony. Rozstrzygnięcie już jesienią. Chyba nie będzie tak krwawo, jak w serialu, ale możemy liczyć na intrygi, których nie powstydziłby się nawet filmowy Tyrion Lannister.

 

Szukając filmowych analogii, zastanawialiśmy się, kim w naszej, lokalnej „Grze o tron” mógłby być starosta Henryk Jaroszek? Odpowiedź jest oczywista. To Nocny Król. Groźny i nieśmiertelny. Skłócone królestwa Westeros nie potrafią się zjednoczyć, aby stawić czoło zagrożeniu, które wraz z nim nadciąga zza muru. Skąd my to znamy?

 

Do walki o stołki w Radzie Powiatu szykują się trzy, a może cztery środowiska.

 

Koalicja Platforma Obywatelska - Obywatelski Komitet Samorządowy - Forum Samorządowe widzi siebie w roli faworyta, ale tak już było cztery lata temu. Wtedy też mieli dobre nazwiska na listach. Też z góry podzielili samorządowe frukta, ale Henryk Jaroszek zawarł sojusz z Prawem i Sprawiedliwością, a PiS z obozu wroga przeciągnął jedną radną. Mieli głos przewagi, ale wystarczyło, aby powiatowy świat po raz kolejny poukładać według woli Jaroszka. Podobno, w tym sezonie PO-OKS-FS chce się wewnętrznie przeorganizować, a nawet otworzyć na współpracę z innymi środowiskami. Tylko z kim? Jak zawsze listę wystawi Prawo i Sprawiedliwość. Na pewno zdobędzie kilka mandatów, ale nie na tyle, aby samodzielnie układać karty. Naturalnym koalicjantem dla PiS powinno być dla Gminy i Powiatu, którego liderem jest Jaroszek. Problem w tym, że ich sojusz się rozpadł, kiedy GiP zagłosował za odwołaniem z funkcji Adama Lewandowskiego, przewodniczącego Rady Powiatu i lidera PiS. Sytuacja jest prawie tak skomplikowana, jak w filmowej „Grze o tron”. PO-OKS-FS chce obalić Jaroszka. Taki plan ma też PiS, bo trudno sobie wyobrazić, aby Lewandowski pochował urazy do Jaroszka i jego ludzi. Najprostszym rozwiązaniem byłoby utworzenie szerokiej koalicji wszystkich ugrupowań przeciwko GiP. W politycznych realiach taki układ nie wchodzi jednak grę. Wojna między PiS i PO zaszła za daleko, aby oba ugrupowania zasiadły po jednej stronie stołu, nawet w małym powiecie mikołowskim. W tej sytuacji GiP nie musi nic robić oprócz puszczania oka do obydwu stron. Na polityczno-towarzyskiej giełdzie pojawiają się plotki, że w wyborach do powiatu może się pojawić jeszcze jeden gracz.

 

Duetowi Irena Radomska/Artur Wnuk dobrze idzie tworzenie list do Rady Miejskiej w Mikołowie. Podobno, zachęceni sukcesem montują ekipę także do powiatu.

 

Gdyby udało im się zdobyć kilka mandatów, mogliby zamieszać w lokalnych układach, bo nie są, jak PiS, zablokowani odgórnymi zakazami. Dla powiatu te intrygi mają kluczowe znaczenie, ponieważ w Polsce starostów nie wybiera się w wyborach bezpośrednich. Jeżeli któreś z ugrupowań zdobędzie większość w Radzie Powiatu nie będzie problemu - powsadza na stołki, kogo zechce. Na to się jednak nie zanosi. Starosta mikołowski zawsze rodzi się w bólach intryg, układów, negocjacji, ustępstw i nacisków. W gminach sprawa wygląda prościej.

 

W Ornontowicach od kilku kadencji panuje przekonanie, że z wójtem Kazimierzem Adamczykiem nie da się wygrać.

 

Działa to na zasadzie samospełniającej się przepowiedni. Na szczęście (albo nieszczęście) dzięki nowym przepisom ograniczającym władzę do dwóch kadencji, wójt Adamczyk porządzi już tylko dziesięć lat. W Wyrach sprawy nie wyglądają już tak różowo, albo - jak kto woli - szaro. Wójt Barbara Prasoł jest zdecydowanym faworytem tegorocznej rozgrywki, ale nie zna dnia ani godziny, kiedy z cienia wyskoczy Adam Myszor. Po trzyletnim szlifowaniu samorządowego talentu w Świętochłowicach, były radny powiatowy nie wyklucza powrotu do lokalnej polityki. Póki co, częściej mówi się, że o fotel wójta może powalczyć Joanna Bieniek-Strączek, radna powiatowa.

 

W Orzeszu sytuacja mogłaby być ciekawa, ale na taką się nie zapowiada.

 

W mieście przybyło mieszkańców i zwiększono pulę radnych do 21. To szansa na wprowadzenie do samorządu nowych ekip i twarzy. Zarówno PO, jak i PiS odgrażają się, że wystawią swoje listy do Rady Miasta, ale jakoś politykom tych ugrupowań przechodzi chęć do rozmowy, kiedy pada pytanie o kandydata na burmistrza. Boją się rywalizacji z burmistrzem Mirosławem Blaskim, czy po cichu liczą, że w ostatniej chwili dogadają się z nim, co do wspólnej koalicji rządzącej i ugrają coś dla siebie we władzach miasta? Problem w tym, że Blaski nie może zrobić koalicji jednocześnie z PO i PiS. W Łaziskach Górnych sytuacja jest klarowniejsza. Burmistrz Aleksander Wyra cztery lata temu zdobył w wyborach jeden z najlepszych wyników na Śląsku. Rywalizowanie z nim to tak, jak wyjście na ring z Witalijem Kliczko w czasach jego świetności. Wyra żyje w dobrej komitywie z PO, więc z tej strony nic mu nie grozi. Wciąż nie wiadomo, czy kogoś wystawi PiS albo GiP. Teoretycznie mają małe szanse, ale warto budować już teraz kapitał w Łaziskach, ponieważ obecny burmistrz na spotkaniach towarzyskich podobno deklaruje, że nie będzie startować za pięć lat.

 

Na koniec zostawiamy najlepsze, czyli zmagania o Mikołów.

 

Już teraz jest ciekawie i aż miło pomyśleć, co się będzie działo, kiedy premier Morawiecki oficjalnie ogłosi wybory. Na razie do turnieju zgłoszono dwoje zawodników, choć czytając zamieszczoną w tym numerze gazety polemikę burmistrza Stanisława Piechuli z Ireną Radomską, wyznawcy spiskowych teorii doszukaliby się jakiegoś tajnego układu między nimi. Piechula, zapominając o podstawowej zasadzie marketingu politycznego, że nie robi się reklamy przeciwnikowi, poświęcił tekst Irenie Radomskiej, a przy okazji Arturowi Wnukowi i radnej Krystynie Świerkot. Przeciwnicy obecnego burmistrza, a jest ich w mieście niemało, dzięki tej publikacji nabiorą do całej trójki autentycznej sympatii, bo nic tak w mediach nie wzbudza współczucia, niż atak ze strony władzy. Na szczęście polityczne życie Mikołowa nie sprowadza się do rywalizacji między tą dwójką, choć jest to mocne starcie. Za Piechulą stoi PO, a Radomska może liczyć na PiS. Oni będą się liczyć, ale nie zamykają całej stawki. Miejska giełda aż huczy od nazwisk kolejnych, potencjalnych kandydatów. Najprostsza sprawa jest z Krzysztofem Rogalskim, miejskim radnym i sołtysem w Paniowach. Na nasze pytanie, czy startuje odpowiedział, że jeszcze nie wie, czyli nie można go wykluczyć. Podobno sporo dzieje się w obozie Michała Rupika, przewodniczącego Rady Miejskiej. Dosyć nieoczekiwanie na giełdzie pojawiło się też nazwisko Mateusza Handla, wiceburmistrza miasta, choć akurat w tym przypadku łatwo o podejrzenie, że jest to „ustawka” z obecnym burmistrzem, aby rozszerzyć elektorat. W każdym razie robi się coraz ciekawiej, a my nie zdejmujemy ręki z politycznego pulsu powiatu mikołowskiego.

(Filar)

Czytany 152 razy Ostatnio zmieniany Piątek, 10 sierpień 2018 10:11

Nasza Gazeta

EKO POWIAT