Nasza Gazeta

Biedny powiat?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dział:: WYDARZENIA

Po wybuchu afery z nagrodami dla ministrów, notowania Prawa i Sprawiedliwości poszybowały w dół. Ciekawe, o ile spadnie poparcie dla rządzącego naszym powiatem ugrupowania Dla Gminy i Powiatu, kiedy ludzie dowiedzą się o nagrodach w starostwie.

Dwa miesiące temu opisaliśmy, jak powiat odmówił strażakom z Zawiści 30 tys. zł na budowę remizy. To nie był odosobniony przypadek. „Brak pieniędzy” to standardowa odpowiedź, jaką słyszy w starostwie każdy, kto prosi o dofinansowanie. Są jednak wydatki, na które kasa musi się znaleźć. Na tej krótkiej liście znajdują się, m.in. nagrody dla urzędników.

 

W ciągu trzech ostatnich lat pracownicy powiatu dostali ponad milion złotych.

 

Starosta ujawnił te dane w ramach dostępu do informacji publicznej. Zataił natomiast, za co przyznano nagrody. Skoro nie wiadomo za co, odpowiedź nasuwa się sama - za nic. Przysłowie znane z placów budowy w czasach PRL powróciło w nowej odsłonie: czy się stoi czy się leży, nagroda się należy.

 

Ponad 1 mln zł nagród
2015 - 252 tys. zł
2016 - 362 tys. zł
2017 - 402 tys. zł

 

Ministrowie i wiceministrowie rządu dostali w sumie 1,5 mln zł. Ubiegłoroczna pula w powiecie mikołowskim wyniosła 400 tys. zł, choć skala odpowiedzialności, zadań i obowiązków jest nieporównywalna. Roczny budżet powiatu wynosi 90 mln zł. Nagrody stanowią ok. 0,44 proc. wydatków. To sporo pieniędzy. Proporcjonalnie znacznie więcej, niż w większości samorządów. Z powodu rządowych nagród wybuchła polityczna afera, jakiej nie widzieliśmy od lat. Polska lokalna rządzi się jednak innymi prawami. W powiecie mikołowskim wysokość i zasady przyznawania nagród dla urzędników nikogo nie obchodzą.

 

Opozycja milczy. Media śpią. Ludziom to nie przeszkadza.

 

Oczywiście, nie znaczy to, że nie należy nagradzać urzędników. Chcemy jedynie powiedzieć, że w wielu jednostkach samorządowych system motywacyjny działa źle i demoralizująco. Przerabialiśmy w „Naszej Gazecie” ten problem w ubiegłym roku, w kontekście nagród w mikołowskim magistracie. Burmistrz przyznawał dodatkową kasę za czynności, które urzędnicy powinni wykonywać w ramach obowiązków zawodowych. Pieniądze dostawało się, m.in. za ukończenie semestru studiów, dbałość o powierzone mienie, a na jednym z kierowniczych stanowisk - za samodzielność! Stoi to w rażącej sprzeczności z ustawą o samorządach. Przepisy mówią jasno, że nagrody należą się wyłącznie za szczególne osiągnięcia w pracy zawodowej. Samorządowcy bronią premii uzasadniając je odpowiedzialną, ciężką i stresującą pracą. To populistyczne tłumaczenie. Praktycznie każda praca wymaga wysiłku i kosztuje sporo nerwów. W dobrze zarządzanych prywatnych firmach nagrody dostaje się za kreatywność, zaangażowanie i pomysłowość. Taki system się sprawdza, ale nie zawsze korzystają z niego pracodawcy z sektora publicznego. Niektórzy starostowie i burmistrzowie mają lekką rękę do wydawania pieniędzy, ponieważ nie sięgają do swojej, ale podatnika kieszeni.

 

Jest też drugie dno takiej hojności.

 

Można przypuszczać, że dopieszczeni nagrodami urzędnicy w wyborach zagłosują na dotychczasowego pracodawcę. Nie ma to aż takiego znaczenia w dużych miastach, ale w powiecie mikołowskim o zwycięstwie może zadecydować kilkadziesiąt głosów. Coś w tym chyba jest. Wystarczy spojrzeć na zestawienia, do których dotarliśmy. Im bliżej wyborów, tym rośnie pula nagród fundowanych przez starostę.(fil)

 

W 2016 roku dostali najwięcej
9000 zł - Skarbnik
9000 zł  - Sekretarz powiatu
8000 zł - Główna księgowa
5000 zł - Naczelnik transportu i komunikacji
5000 zł - Naczelnik administracyjno-organizacyjny
5000 zł - Geodeta powiatowy
5000 zł - Naczelnik zarządzania bezpieczeństwem
5000 zł - Naczelnik gospodarki mieniem i ochrony środowiska

Czytany 449 razy Ostatnio zmieniany środa, 11 kwiecień 2018 10:17

Nasza Gazeta

EKO POWIAT