Nasza Gazeta

Układ zamknięty

Oceń ten artykuł
(0 głosów)
Dział:: WYDARZENIA

Ilona szła przez Mikołów i bała się idącego za nią mężczyzny. Wezwała policję. Przyjechał dwuosobowy patrol. Kobieta została pobita, zatrzymana i odwieziona do aresztu w Gliwicach. Co zrobiła mikołowska prokuratura? Umorzyła sprawę policjantów, a o pobicie i znieważenie funkcjonariuszy oskarżyła Ilonę. Co zrobił mikołowski sąd? Uniewinnił ją z zarzutu ataku na funkcjonariuszy, ale skazał… za nieuzasadnione wezwanie policji. Za kilka dni mikołowskim wymiarem sprawiedliwości zajmie się Sąd Najwyższy w Warszawie.

Gdyby tę historię zilustrować graficznie powinien powstać trójkąt, najlepiej bermudzki. U jego wierzchołków: policja, sąd i prokuratura. W środku czarna dziura. Kto w nią wpadnie, ten nie wyjdzie już taki, jaki był przedtem. Ta historia wydarzyła się cztery lata temu w Walentynki. Można odtworzyć jej przebieg nie tylko na podstawie relacji poszkodowanej kobiety, ale także w oparciu o zeznania świadków, wyrok sądowy, liczne odwołania, prośby o przeniesienie sprawy do innego miasta czy wszczęcie postępowania dyscyplinarnego. Dotarliśmy do tych dokumentów.

Ilona

Ilona wraz ze swoim ówczesnym przyjacielem i dwójką znajomych spotkali się w mikołowskiej knajpie. Nie byli trzeźwi, ani też pijani. Wypili kilka drinków. Pod koniec wieczoru partnerzy mieli do omówienia ważną, osobistą sprawę. Ale rozmowa się nie kleiła. Kobieta postanowiła spędzić tę noc u matki. Mężczyzna poszedł za nią. Ilona znała swojego partnera. Wiedziała, że w pewnych sytuacjach można się go obawiać. Zadzwoniła na policję z prośbą o interwencję. Na mikołowski Rynek wjechał radiowóz. Sprawa nabrała tempa i obróciła się o 180 stopni. Dwójki funkcjonariuszy nie zainteresowała przyczyna wezwania. Mieli pretensje, że ktoś w ogóle po nich zadzwonił.

- Pić trzeba umieć, najgorsze są najebane baby dzwoniące na policje, zawracają dupę, gdy jest pełno roboty - zagaił jeden z policjantów i zażądał okazania dowodu osobistego. Kiedy Ilona szukała w torbie dokumentu usłyszała kolejny komentarz: „tak najebana szmata, że nie umie znaleźć dowodu, a wzywa policję”.

Idący za nią mężczyzna budził niepokój Ilony, ale prawdziwy strach wywołali dopiero agresywni policjanci. Odeszła na bok i spróbowała zadzwonić na mikołowską komendę, aby ustalić, kim są funkcjonariusze. Jeden z policjantów złapał ją za ramię i rzucił do kolegi: „bierzemy tę przemądrzałą sukę do auta”. Zaczęli szarpać Ilonę. Ogarnęła ją panika. Wiedziała, że nie ma powodów do jej zatrzymania. Prosiła o pomoc i rzuciła się do ucieczki. Jeden z policjantów ruszył w pogoń. Rozerwał kaptur jej kurtki i powalił na ziemię. Wylądowała na brzuchu. Policjant założył Ilonie kajdanki do tyłu i skutą pociągnął po bruku w stronę auta. Została przewieziona do komendy w Mikołowie. Poprosiła o przysługujący każdemu zatrzymanemu kontakt z adwokatem lub najbliższą osobą, w tym wypadku matką. Została wyśmiana. Zawieziono ją do szpitala w Tychach na rutynowe badania, choć nie obejrzał jej żaden lekarz. Potem trafiła na policyjny „dołek” w Gliwicach. Dopiero tam, nad ranem udzielono jej pomocy medycznej i pozwolono poinformować matkę i obrońcę. Ilonę zwolniono po ponad 40 godzinach od zatrzymania. Z komisariatu od razu poszła się przebadać do mikołowskiego szpitala im. św. Józefa. Lekarze stwierdzili stłuczenie głowy, skręcenie odcinka C
kręgosłupa, stłuczenie klatki piersiowej po stronie prawej (okolice łuku żebrowego) oraz podbiegnięcia krwawe i zasinienia ramion, nadgarstków, ud, kolan i podudzi.

POLICJA

Tuż przed obdukcją, na komendzie w Mikołowie przedstawiono Ilonie zarzut znieważenia i naruszenia nietykalności cielesnej funkcjonariusza. Policjant zeznał ostatecznie m.in., że został przez kobietę znieważony i kopnięty dwa razy w brzuch. Nawet trudno sobie wyobrazić taką sytuację. Kobieta na szpilkach, na zmarzniętym bruku daje wycisk rosłemu, wyszkolonemu policjantowi. Gdyby to była prawda, funkcjonariusz powinien wylecieć z roboty za nieudolność. Ale nie wyleciał. Pracuje i powoli pnie się w górę po szczebelkach mikołowskiej policji. Jego zeznaniom nie dał wiary sąd. W wyroku uniewinniającym Ilonę wskazano, że „wyjaśnienia oskarżonej co do przebiegu zdarzenia zasługują na wiarę (…) Nie naruszyła nietykalności cielesnej funkcjonariusza Policji, ani nie znieważyła słowami wulgarnymi (…). Nie dążyła do kontaktu fizycznego czy konfrontacji. (…) Była zaskoczona przebiegiem interwencji”.

Z drugiej strony Sąd podkreślił, iż „zeznania funkcjonariuszy nie zasługują na wiarę i nie są logiczne”, a Ilona została przez policjantów przedstawiona w złym świetle i „na straconej pozycji”.

Ilona została uniewinniona od postawionych jej zarzutów. Skoro tak, to znaczy, że policjanci kłamali.

Składanie fałszywych zeznań oraz zatajanie prawdy jest karalne. Ale policjantom nie stała się krzywda.

Prokuratura

Ilona została oskarżona przez policjantów, ale równoległe sama złożyła na nich doniesienie do prokuratury. Miała mocne argumenty, m.in. obdukcję lekarską oraz zeznania świadków.

Po zakrojonej na szeroką skalę akcji w mediach udało jej się dotrzeć do osób, które widziały, co działo się na rynku. Sprawa trafiła do mikołowskiego prokuratora. Uchodzi on za kontrowersyjną postać w środowisku prawniczym. Jego nazwisko przewija się w internecie, w kontekście dwójki wodzisławskich prokuratorów posądzanych o konszachty z gangiem narkotykowym. Prokurator umorzył sprawę przeciwko mikołowskim funkcjonariuszom. Wykazywał m.in., że obrażenia opisane w obdukcji lekarskiej niekoniecznie muszą mieć związek z interwencją policji. Nie wyjaśnił przy tym, jakim cudem kobieta wyszła z knajpy zdrowa, a komendę opuściła poobijana i posiniaczona. Ilona zaskarżyła tę decyzję. Sąd kazał ponownie rozpatrzeć sprawę, a prokurator znów umorzył. Widząc, że nie może liczyć na państwowe organy ścigania, Ilona wytoczyła policjantom proces z oskarżenia prywatnego.

Wkrótce powinien zapaść wyrok w tej sprawie.

Sąd

Pisaliśmy wcześniej, że mikołowski sąd uniewinnił Ilonę z zarzutu zniesławienia i naruszenia nietykalności cielesnej policjantów. To dobra informacja. Jest też zła, a raczej kuriozalna. Jednocześnie sędzina uznała Ilonę winną tego, że „poprzez podanie fałszywej informacji, że podąża za nią nieznany mężczyzna, który ją zaczepia, spowodowała niepotrzebną czynność w postaci interwencji funkcjonariuszy policji”. Sąd odstąpił od wymierzenia kary, ale zasądził 130 zł kosztów procesowych.

- W zgłoszeniu podałam, że znam mężczyznę, który za mną idzie. Podałam jego imię i nazwisko oraz wcześniejszą karalność, jako podstawę moich obaw. Nagranie zostało zabezpieczone i stanowi dowód w sprawie - Ilona nie potrafi zrozumieć zasadności tego wyroku.

Wyrok mikołowskiej sędziny powinien trafić do podręczników i na łamy prasy. Niezrozumiały jest powód, dla którego sąd wszedł w rolę prokuratora. Ale nie to budzi najwięcej wątpliwości. Gdyby wyrok sędziny przyjąć za obowiązującą normę, straciłaby sens prewencyjna rola policji. Ilona zamiast dzwonić na komendę powinna poczekać na rozwój wypadków. Być może jej przyjaciel - jak anioł stróż - chciał ją tylko odprowadzić. Chyba, że nie. A gdyby pod wpływem alkoholu i porywczego charakteru przyszedł mu do głowy innym pomysł? Mikołowska sędzina wprowadziła nową jakość do polskiego prawa. Według tej wykładni policja, zamiast zapobiegać przestępstwom, powinna przyjeżdżać dopiero po fakcie, aby spisać nazwiska ofiar albo policzyć trupy. Wyrok okazał się na tyle bulwersujący, że zainteresował się nim Rzecznik Praw Obywatelskich. Sprawa nabrała nowego biegu i wskoczyła na wyższy poziom. RPO wniósł do Sądu Najwyższego w Warszawie wniosek o kasację wyroku mikołowskiego sądu ze względu na rażące naruszenie przepisów prawa procesowego. Decyzja ma zapaść za kilka dni. Zaczekamy na wyrok i wrócimy do tej sprawy.

Jerzy Filar

Czytany 121 razy Ostatnio zmieniany Poniedziałek, 12 luty 2018 11:09

Nasza Gazeta

EKO POWIAT