Nasza Gazeta

Najlepsi z najlepszych

Oceń ten artykuł
(2 głosów)
Dział:: SPORT

Po raz szósty, w gościnnych progach Miejskiej Biblioteki Publicznej w Mikołowie, przy dopisujących apetytach dzięki poczęstunkowi przygotowanemu przez orzeską restaurację „Wega”, przyznaliśmy wyróżnienia „Sportowych Osobowości Powiatu Mikołowskiego”.

W sumie, od 2013 roku, statuetkami uhonorowaliśmy 60 osób. Ktoś zażartował, że jak pójdziemy w takim tempie, to wkrótce zabraknie nam kandydatów do laurów. O to się nie martwimy. Kultura fizyczna ma się w naszym powiecie dobrze, właśnie dzięki ludziom ze sportową żyłką, których trzeba i warto wyróżniać. Nasz plebiscyt różni się od innych konkursów i podsumowań. Nie decydują tak zwane „głosy czytelników”, które sprowadzają się do tego, że wyróżnienie zdobywa ten, kto ma najwięcej kasy na opłacenie sms-ów. Coroczną dziesiątkę laureatów tworzymy w oparciu o rozmowy i konsultacje ze środowiskami, które z racji zawodowych obowiązków albo życiowych pasji, znają się na sporcie. Pytamy o zdanie samorządowców, trenerów, działaczy klubowych. Reagujemy także na sugestie Czytelników. Nie premiujemy tylko samych wyników. Dla nas liczy się przede wszystkim postawa, pasja, życiowa droga i charakter. Oto tegoroczna dziesiątka laureatów.

 

Zbigniew Długaj

Jeden z grupy pasjonatów siatkówki, który przyczynił się do rozwoju tej dyscypliny sportu w powiecie mikołowskim. Absolwent AWF w Katowicach oraz studiów podyplomowych na kierunku Organizacja i Zarządzanie w Kulturze Fizycznej AWF w Warszawie. Trener II klasy piłki siatkowej, instruktor pływania, instruktor fitness – Nowoczesne formy gimnastyki, młodszy ratownik WOPR. Jego zainteresowania to sport, góry, muzyka oraz psychologia pozytywna, a życiowe motto: Profesjonalizm nigdy nie jest dziełem przypadku. Pasja rodzi profesjonalizm. Profesjonalizm daje jakość. A jakość to jest luksus w życiu.

Jako zawodnik grał w Eko Flora System Przyszowice, UKS Quo Vadis Zabrze Makoszowy i UKS-ie Trójka Mikołów. Tam zdobył doświadczenie niezbędne każdemu trenerowi. Jako szkoleniowiec nie „pchał się” od razu na wyżyny, ale zaczął pracę „u podstaw”. W Mikołowie rozpoczął pracę w roku 2009 prowadząc grupę dziewcząt w KS Burza Borowa Wieś, potem byli juniorzy MOSiR-u Mikołów, młodziczki, kadetki oraz seniorki Burzy, młodziczki i kadetki Trójki Mikołów a także zespoły minisiatkówki. Jako nauczyciel lubi pracę z młodzieżą, a praca ta przynosi mu nie tylko satysfakcję, ale i sukcesy. Dziewiąte miejsce w gronie 67 startujących zespołów w Mistrzostwach Śląska w siatkówce halowej w kategorii młodziczek, I miejsce w Mistrzostwach Śląska w kategorii młodziczek w siatkówce plażowej dziewcząt (UKS Trójka Mikołów) i dziewiąte w Mistrzostwach Polski, mistrzostwo Powiatu i Rejonu w siatkówce halowej plażowej dziewcząt z Gimnazjum nr 1 Mikołów są najlepszymi legitymacjami. A idąc tropem jego zawodowego motta, to jeszcze nie koniec!

 

Mirosław Franke
Chodzący przykład tego, że na uprawianie sportu nigdy nie jest za późno, a trudne początki nie powinny zniechęcać.

Już w szkole podstawowej i średniej interesowały go gry zespołowe, piłka ręczna, koszykówka, siatkówka, ale zwolennikiem biegania nigdy nie był. Po kilkunastu latach pracy, w wieku 40 lat obowiązkowe badania okresowe wykazały, że wyniki są nie najlepsze i postanowił „coś” zmienić. Główna przyczyną nienajlepszego stanu zdrowia była nadwaga i dzięki wsparciu żony, wprowadził dietę, aby zrzucić zbędne kilogramy. Początki były bardzo trudne, a sama dieta nie przynosiła oczekiwanych rezultatów. Postanowiłem dołączyć do tego wysiłek fizyczny próbując różnych dyscyplin, ale ostatecznie „padło” na bieganie! Łatwo nie było, ale z każdym dniem przybywało kilometrów. Tak właśnie zaczęła się jego przygoda z bieganiem.

Po trzech latach trenowania postanowił sprawdzić się w zawodach i w roku 2008 pokonał trasę dziesięciu kilometrów w Mikołowskim Biegu Ulicznym im. Henryka Biskupiaka. Jeszcze tego samego roku wystartował w najstarszym maratonie w Europie w Kosicach na Słowacji, finiszując z czasem 4 godziny 14 minut. Do dziś przebiegł dziewięć maratonów, a jego aktualny rekord, to Cracovia maraton 2015 z czasem 3 godziny 38 minut.

Kiedy w kwietniu 2014 roku w Mikołowie powstało Stowarzyszenie Turystyczno - Sportowe Biegaton, dołączył do grupy i aktualnie jest wiceprezesem Stowarzyszenia. Jako członek „Biegatonu” podjął się prowadzenia treningów z grupą tych pozytywnie „zakręconych” ludzi. Na jego barkach spoczywa odpowiedzialność za grupę osób, która w pewnym stopniu powierzyła mu swoje zdrowie i czas. Stale pogłębia wiedzę na temat bezpiecznych treningów korzystając z rad osób bardziej doświadczonych, z książek, prasy i internetu. Cieszy się z tego, że jego zaangażowanie jest doceniane i przyciąga coraz to większą grupę osób chętnych wspólnie trenować, a wyniki jego podopiecznych potwierdzają, iż bez ciężkiej pracy i systematycznego treningu nie byłoby efektów nawet przy najlepszym trenerze.

 

Krzysztof Gersok

Jeden z niewielu dziś „przywiązanych do barw klubowych”. Łaziszczanin, który przygodę z piłką rozpoczął mając 11 lat. Oczywiście w Łaziskach, a jego pierwszymi trenerami byli Andrzej Sikora i Michał Małyska. Grał we wszystkich gupach młodzieżowych, by w roku 2006 roku trafić do kadry zespołu seniorów. W pierwszym zespole seniorów „Polonii” Łaziska Górne debiutował w 2008 roku i był jednym z tych, którzy wywalczyli awans do trzeciej ligi. W zespole trampkarzy Krzysztof Gersok z reguły był jednym z najskuteczniejszych napastników, ale jak przybywało mu lat i doświadczenia, trenerzy przesuwali go do tylnych formacji, by na końcu zrobić go obrońcą.

Krzysztof Gersok w dwunastu sezonach, w barwach Polonii rozegrał już 300 spotkań, zdobywając jako obrońca dwie bramki. Ma ugruntowaną pozycję w zespole i jako najdłużej grający w drużynie zawodnik, został mianowany kapitanem drużyny. Z łaziskim sportem związany jest nie tylko jako zawodnik Polonii. Zawodowo pracuje w Miejskim Ośrodku Rekreacji i Wypoczynku, więc wie, co się dzieje nie tylko na boisku piłkarskim. Nic zatem dziwnego, że jego hobby to sport z wytłuszczeniem piłki nożnej jako dyscypliny wiodącej. Kibicuje Bayernowi Monachium, a ulubionym zawodnikiem jest Philipp Lahm.

300 rozegranych spotkań w jednym klubie w wieku 28 lat, na dziś stawia go w czołówce zawodników dochowujących wierności macierzystemu klubowi. Jeśli ominą go kontuzję (a te dały mu się już we znaki), w przewidywalnym czasie może zostać pierwszym piłkarzem w historii Polonii, który rozegra mecz numer 400. I to wcale nie musi być mecz ostatni!

 

Sebastian Hendel

Trener, który uważa, że póki co, jego powołaniem jest szkolenie młodzieży i wszelkie kuszenie go ławką trenerską dorosłego futbolu spełza na niczym. Jest wychowankiem Uranii Ruda Śląska. Tam ucząc się piłkarskiego abecadła, zaczynał jako młodziak i był zapowiadał się na dobrego obrońcę. Kochał piłkę, ale wiedział, że kariera na boisku jest sprawą ulotną i dlatego też nie zaniedbywał nauki. W Uranii grał do czasu rozpoczęcia studiów w Raciborzu. Do momentu skończenia licencjatu wziął roczny urlop od gry, kończąc w tym czasie kurs instruktora piłki nożnej. Kiedy obrony dyplomu miał za sobą, wrócił do gry. Tym razem w Śląsku Świętochłowice, ale już jako napastnik. Przyszedł do klubu w połowie sezonu i w rundzie wiosennej strzelił 12 bramek. Bramkostrzelnego zawodnika dostrzegli inni i posypały się propozycje. Następnymi klubami były: Ruch Radzionków, Slavia Ruda Śląska i na koniec Polonia Łaziska. W tym klubie pracuje do dziś. Jako trener. Miał już doświadczenia w pracy jako trener trampkarzy w Śląsku, więc po zakończeniu kariery został w Polonii charakterze trenera koordynatora. Jako szkoleniowiec miał ciekawe pomysły, tworząc w Mikołowie zespół pod nazwą Powiat Mikołowski. Wespół z Arturem Rakiem stworzył bardzo ciekawy zespół. Do dziś wielu chłopaków gra nadal, ale już nie jako drużyna powiatu mikołowskiego. Szkoda, że ta idea upadła. Ponieważ twierdzi, że najzdolniejsi juniorzy powinni poznawać „dorosłą” piłkę i trenować z seniorami, „rokującą” młodzież Polonii powołuje do kadry drużyny rezerw, aby tam zdobywała doświadczenie w „dorosłej” piłce. W jego pracy z młodzieżą priorytetem jest szkolenie. Wynik według niego jest sprawą drugorzędną. Póki co, jego podejście do szkolenia przyszłych mistrzów zdaje egzamin, a dowodem na to są wyniki osiągane w rozgrywkach klasy „B” z najmłodszym zespołem w grupie.

 

Sebastian Idczak

Przedstawiciel młodego pokolenia trenerów i tzw. „tyskiej szkoły futbolu”. Tyskiej, bo w Tychach uczył się piłkarskiego abecadła, jako zawodnik, większość „boiskowe” kariery spędził w klubach tyskich, a i jako trener, też zdobywał doświadczenia w tamtejszych klubach.

Wychowanek MOSM Tychy grał w GKS Tychy, GTS Bojszowy, MKS Lędziny, Nadwiślanie Góra i Chrzcicielu Tychy. Będąc zawodnikiem, analizował prowadzone przez trenerów treningi i jeszcze jako czynny zawodnik podjął pracę szkoleniowca. Na początku z grupami młodzieżowymi, ale taka jest kolej rzeczy. Pracował z dziećmi GTS Bojszowy, MKS Lędziny, Chcziciela Tychy, Akademii Piłkarskiej Tychy, Pioniera Tychy, potem w Chełmie Śląskim w AF Silent Dąbrowa Górnicza i wreszcie w APN Tychy do dziś z rocznikiem najstarszej grupy juniorów w GKS Tychy.

Sebastian Idczak lubił pracę szkoleniowca i osiągał sukcesy, wychowując dwóch reprezentantów Polski U-17, dwóch kadrowiczów pierwszego zespołu GKS Tychy, wprowadzając kilku juniorów z roczników 1999 i 2000 do szerokiej kadry pierwszego zespołu GKS Tychy i kilkunastu zawodników roczników 1996 do 2000 do klubów czwartej ligi.

Wyniki osiągane na polu młodzieżowców szybko zostały dostrzeżone i już w roku 2011 trener Idczak usiadł na ławce trenerskiej drużyny seniorów MKS Lędziny, gdzie z przerwą na lata 2014-15 pracował do ubiegłego roku. Wypatrzyli go działacze Fortuny Wyry, przekonali do zmiany klimatu i pod jego pieczą wyrski klub być może wreszcie wywalczy awans do ligi okręgowej. W rundzie jesiennej Fortuna pod jego pieczą odniosła 12 zwycięstw, trzy mecze zremisowała, nie przegrywając żadnego i na półmetku jest liderem rozgrywek.

Sebastian Idczak uważa, że trener podobnie jak lekarz, musi się stale uczyć. Zdobywanie kolejnych kwalifikacji towarzyszy mu w drodze trenerskiej. W 2004 roku zdobył uprawnienia Instruktora Piłki Nożnej, potem Trenera UEFA „B”, w 2011 roku we Wrocławiu Trenera II klasy, Dyplom COERVER COUTCHING 2014, w ubiegłym roku w Białej Podlaskiej Trenera UEFA „A”. Najbliższym zadaniem nałożonym na siebie jest awans z Fortuną Wyry do ligi okręgowej!

 

Grzegorz Jurowicz

Jest przykładem wymierającej grupy osób przywiązanych do „barw klubowych”. Tam gdzie zaczął jako zawodnik, pozostaje w gronie działaczy, nie licząc na laury i apanaże.

Jak większość chłopców w Orzeszu, przygodę ze sportem rozpoczął od piłki nożnej, trenując w MZKS Orzesze. Ale treningi piłkarskie były trzy razy w tygodniu, a energia rozpierała. Był uczniem Szkoły Podstawowej nr 2 w Orzeszu i tam połknął bakcyla tenisa stołowego. Na stołach pingpongowych rozstawionych w korytarzach szkolnych grał z kolegami w każdej wolnej chwili. Piłeczka z celuloidu zafascynowała go do tego stopnia, że porzucił dla niej piłkę skórzaną, mimo iż w Orzeszu nie było żadnego klubu z sekcją tenisa stołowego, w którym mógłby się rozwijać.

Kiedy tylko taka sekcja powstała przestał grać w futbol i na dobre rozpoczął przygodę z tenisem stołowym. Od tego czasu z sekcją tenisa stołowego w Orzeszu związał się na dobre i na złe. Przez wiele lat grał w III lidze, świętowała awans do drugiej ligi i w tej klasie rozgrywek doskonalił swoje umiejętności. Był wiodącym zawodnikiem zespołu, przez wiele lat prowadził kolegów do boju jako kapitan. Lat jednak przybywało, różnego rodzaju obowiązków też, a sił niestety już nie. Swojej pasji jednak nie rzucił. Grę w pierwszym zespole przejęli inni, Grzegorz jako zawodnik realizuje się w trzecim zespole Sokoła. Nie tylko, bo znając klubowe realia, zdecydował się zostać działaczem. Dzisiaj jest członkiem Zarządu UKTS Sokół Orzesze i pełni funkcję skarbnika klubu.

 

Wiktoria Loska

Jest przedstawicielką dyscypliny sportowej, w której uzyskany wynik nie zależy tylko od niej. Mało tego, jej trening, to nie tylko budowanie formy i powtarzanie elementów technicznych, ale również czasochłonna praca przy drugim członie sportowej “załogi”. Ta dyscyplina sportowa, to hippika.

Przygoda Wiktorii z jeździectwem rozpoczęła się w 2009 roku, zaczynała od jazd rekreacyjnych. Ta rekreacje przypadła jej do gustu i ani się obejrzała, jak została zawodniczką. W 2013 roku wystąpiła na pierwszych zawodach, od tego czasu zaczęła jeździć sportowo, reprezentując Klub Jeździecki “Profit”. Trening jeździecki jest specyficzny. Zanim go się rozpocznie, trzeba przygotować konia, sprzęt i siebie, a zakończenie zadań treningowych nie jest końcem zająć. Trzeba zająć się zwierzakiem, wyczyścić, nakarmić i przygotować rzeczy na kolejny trening. Średnio, spędza od dwóch do czterech godzin dziennie w stajni. Poza jej podstawowym koniem, dosiada również inne. Codzienne treningi połączone z pracą przyniosły efekty. Na szkolonym od podstaw czteroletnim Gauguinie zajęła czwarte miejsce podczas Mistrzostw Polski Młodych Koni w Strzegomiu. Osiągnięcie tym większe, że rywalizowała z dużo starszymi i doświadczonymi zawodnikami.

Na swoim podstawowym koniu – “Dobrym Duchu” dwukrotnie wywalczyła tytuł mistrzowski w kategorii Junior w Mistrzostwach Śląska oraz Halowych Mistrzostwach Śląska w Ujeżdżeniu w Zbrosławicach, a także wicemistrzostwo w Halowym Pucharze Śląska Opolskiego w Ujeżdżeniu w Zakrzowie. A przecież Wiktoria jest dopiero na początku sportowej kariery.

 

Henryk Orłowski

Czy zdobyte wykształcenie, wykonywana praca i hobby mogą się łączyć w jedną całość? Mogą, a przykładem tego jest Henryk Orłowski. Te trzy elementy są inspiracją jego życia i choć mógłby już jako emeryt przyglądać się temu wszystkiemu z boku, nadal jest aktywnym działaczem sportowym.

Henryk Orłowski ukończył katowicki AWF na kierunku nauczycielskim i jako nauczyciel wychowania fizycznego przepracował 42 lata. Głównie w szkole w Bujakowie, a także w Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych w Ornontowicach.

Równolegle z pracą zawodową udzielał się, jako działacz sportowy. Pełnił funkcję zastępcy przewodniczącego Gminnej Rady LZS w Gierałtowicach. Przez wiele lat był prezesem klubu sportowego LKS 45 Bujaków. Od ponad 30 lat zajmuje się szkoleniem sportowym dzieci i młodzieży w zakresie tenisa stołowego. Jako instruktor rozwinął sekcję tenisa stołowego w LKS 45 Bujaków, gdzie w roku 2001 wprowadził drużynę żeńską do II ligi, a drużynę męską do trzeciej. W Mistrzostwach Śląska Ludowych Zespołów Sportowych sekcja tenisa stołowego zdobyła w punktacji zespołowej trzykrotnie pierwsze miejsce.

Od kwietnia 2006 roku rozpoczął zajęcia sportowe z młodzieżą GKS Gwarek Ornontowice. Sekcja tenisa stołowego w tym klubie rozwijała się w szybkim tempie i zaczęła osiągać znaczące sukcesy na arenie sportowej Śląska. I tak w 2007 roku pierwsza drużyna awansowała do III ligi mężczyzn, a młodzi zawodnicy zaczęli uzyskiwać wysokie wyniki indywidualne. Dwa medale Mistrzostw Śląska Sebastiana Sadłochy, srebrny medal w grze indywidualnej Aleksandry Muszer, brązowe Mariusza Kuźnika oraz Jakuba Wożniaka, to zasługa Pana Henryka.

Aktualnie Mariusz Kuźnik i Jakub Woźniak grają w II lidze w UKS-ie Spartakus Gliwice i AKS-ie Mikołów, a Pan Henryk Orłowski nadal zajmuje się pracą szkoleniową Gwarku Ornontowice.

 

Małgorzata Rencz

To od niedawna „nowa twarz” w gronie biegaczy. Pokochała bieganie, kiedy jej rówieśniczki dawno pokończyły sportowe kariery i zajęły się innymi rzeczami. Różne formy aktywności ruchowej były jej bliskie od dziecka. W latach szkolonych koszykówka, jazda na rowerze, ale do tzw. „wyczynu” było jej daleko. Spróbowała przez przypadek i to nie biegania, ale chodzenia „z kijkami”. Mama i siostra połknęły bakcyla Nordic Walking, po jakimś czasie dołączyła do nich Małgorzata. A że jest kobietą lubiącą nowe wyzwania, szybko okazało się, że same spacery jej nie wystarczą. Kiedy dowiedziała się, że w konkurencji NW też rywalizują podczas zawodów, spróbowała swoich sił. 15 czerwca 2014 roku wystartowała w Palowicach i uplasowała się na drugim miejscu w swojej kategorii wiekowej. Zaczęła startować w kolejnych zawodach, odnosić kolejne sukcesy i szukać kolejnych wyzwań. Tym razem w kategorii biegów. Zaczęło się od treningu polegającego na przebiegnięciu 300 kilometrów w miesiącu i kiedy tego dokonała, postanowiła biegać. Szybko przekonała się, że bieganie jest czymś dla niej. Zaczęła zdobywać wiedzę na temat treningu biegowego, taktyki biegania, logistyki, dietetyki sportowej. I startowała z coraz większym powodzeniem. Od dystansów rzędu pięciu kilometrów do maratonów i biegów ultra włącznie. W 2015 roku startowała ponad 30 razy, z czego 19 razy stawała na podium, a jej największymi wyczynami był starty w Maratonie Cracovia, w biegu na górę Żar, biegu „ultra” w Krakowie i w maratonie w Gosławiu. W roku 2016 startowała 48 razy, w tym wiele razy w biegach górskich i tylko kilka razy nie stawała na podium. Rok 2017, to 40 startów i chyba tylko cztery bez podium. Na pewno wyczynem był bieg górski na dystansie 50 kilometrów w rumuńskiej Transywanii, sukcesem – trzecie miejsce w kategorii „open” w Maratonie Silesia, które sprawiło, że stała się rozpoznawalna w gronie biegowej braci. Rok bieżący rozpoczęła od startów, a jakże z sukcesami i wcale nie zamierza zwalniać kroku na obranej trasie.

 

Michał Zając

Większość przedstawicieli sportów walki, to tzw. „rogate dusze” i nie inaczej jest w przypadku Michała Zająca. Urodzony i wychowywany w Mikołowie, od 18 roku życia zaczął trenować sporty walki w dyscyplinie Muay Thai. Miał do tego smykałkę, bo po kilku miesiącach treningu, stoczył dwie amatorskie walki które wygrał. I tu wychodzi na wierzch temat wspomnianych „rogatych dusz”. Michałowi w tym czasie przydarzyły się problemy z prawem, ale po namowie ojca oraz miłej sercu kobiety, postanowił zmienić środowisko i wrócić do sportów walki. A gdy na świat przyszedł syn, postanowił wziąć się za ten sport profesjonalnie, by w przyszłości potomek był z niego dumny. Solidna praca przyniosła efekty. W ciągu czterech lat zdobył w dyscyplinie K-1 Niemieckiej federacji MAA-I Pasy Mistrza Europy oraz Pas Mistrza interkontynentalnego. W 2016 roku został powołany do kadry Polski federacji WKF i wystartował w Mistrzostwach Świata, gdzie wywalczył piąte miejsce. W roku 2017 zdobył amatorskie wicemistrzostwo Austrii w kickboxingu low kick i wtedy postanowił, że to będzie jego dyscyplina. W październiku 2017 na Pucharze Europy na Węgrzech zdobył brązowy medal w dyscyplinie K1, a w listopadzie dostał szansę walki o pas Mistrza Świata „pro am” w dyscyplinie „low kick”. Po pięciorundowej, trudnej walce z kontuzjowaną ręką, odniósł zwycięstwo, osiągając swój życiowy cel. Obecnie przygotowuje się do walki rewanżowej, gdyż wywalczonego pasa nie zamierza oddawać.

Na co dzień pracuje w firmie ojca, który go wspiera w sportowych działaniach. Ponadto jest instruktorem samoobrony oraz kickboxingu.

Czytany 1071 razy Ostatnio zmieniany Wtorek, 06 marzec 2018 10:06

Nasza Gazeta

EKO POWIAT